Dorosłość jest przereklamowana
Kiedy byłam młodsza, wydawało mi się, że 40 lat to wiek ludzi, którzy zachowują się poważnie, rozwiązują sudoku i krzyżówki dla relaksu, a większość zdań zaczynają od: „Za moich czasów…”. Tymczasem człowiek zbliża się do czterdziestki i dalej chowa się w łazience, żeby w spokoju zjeść czekoladę. 😅
Najgorsze jest jednak to, że dzieci uwielbiają przypominać człowiekowi o upływie czasu. I robią to z tą brutalną szczerością, której nie powstydziłby się uczestnik stand-upu „Masz minutę”.
- Mamo, ile masz lat?
- 40.
- Ooo… to niedługo będziesz mieć 45!
Dziękuję synku. Jestem dumna, że tak sprawnie liczysz. 😂 W końcu, przecież takie są fakty. Minie kilka zim, sylwester, kolejna komunia w rodzinie i będę mieć 45 lat.
Dla dzieci wiek jest w ogóle abstrakcją. Dla nich 40 i 80 lat to właściwie prawie to samo. Wszystko powyżej 20 to już jakaś tajemnicza kraina dorosłych, gdzie ludzie piją kawę, mogą prowadzić samochód i ekscytują się nową patelnią.
Kiedy byłam młodsza, wydawało mi się, że 40 lat to wiek ludzi, którzy zachowują się poważnie, rozwiązują sudoku i krzyżówki dla relaksu, a większość zdań zaczynają od: „Za moich czasów…”.
Tymczasem człowiek zbliża się do czterdziestki i dalej chowa się w łazience, żeby w spokoju zjeść czekoladę. 😅
Najgorsze jest jednak to, że dzieci uwielbiają przypominać człowiekowi o upływie czasu. I robią to z tą brutalną szczerością, której nie powstydziłby się uczestnik stand-upu „Masz minutę”.
— Mamo, ile masz lat?
— 40.
— Ooo… to niedługo będziesz mieć 45!
Dziękuję synku. Jestem dumna, że tak sprawnie liczysz. 😂 W końcu przecież takie są fakty. Minie kilka zim, sylwester, kolejna komunia w rodzinie i będę mieć 45 lat.
Dla dzieci wiek jest w ogóle abstrakcją. Dla nich 40 i 80 lat to właściwie prawie to samo. Wszystko powyżej 20 to już jakaś tajemnicza kraina dorosłych, gdzie ludzie piją kawę, mogą prowadzić samochód i ekscytują się nową patelnią.
I chyba właśnie dlatego dzieci mają zupełnie inne wyobrażenie dorosłości niż my. Dla nich bycie dorosłym nie oznacza kredytu hipotecznego, excela i bólu kręgosłupa po spaniu w złej pozycji.
Moje dzieci, kiedy pytam je, co zrobią jako dorośli, odpowiadają z pełnym przekonaniem:
- Będę jadł lody na śniadanie!
- Kupię sobie wszystkie żelki ze sklepu!
- I nikt mnie nie zmusi do jedzenia buraczków!
I wiecie co? Trochę im zazdroszczę tej wizji życia. Bo gdzieś po drodze większość z nas zapomniała, o czym marzyła jako dziecko. Przecież każdy z nas miał kiedyś wielki plan na dorosłość. Mieliśmy jeść Nutellę łyżeczką prosto ze słoika. Chodzić spać o drugiej w nocy. Kupować sobie chipsy bez pytania kogokolwiek o pozwolenie.
A potem człowiek dorasta i nagle zamiast spełniać dziecięce marzenia, porównuje ceny masła w trzech sklepach i cieszy się, że udało mu się kupić papier toaletowy na promocji. Czasami mam wrażenie, że dorośli trochę zapomnieli, że wolno im jeszcze mieć frajdę z małych rzeczy. Że życie to nie tylko gonitwa za większym domem, lepszym autem i kolejnymi obowiązkami.
Dzieci myślą o dorosłości bardzo prosto: będę mógł robić to, co chcę, kiedy chcę i jak chcę.
I może właśnie dlatego są od nas "dorosłych" bardzo często mądrzejsze.
Macierzyństwo naprawdę uczy pokory. I bardzo szybkiego zmieniania tematu. 😎


